poniedziałek, 21 września 2015

Rozdział I

 Znowu podsłuchiwałeś! Mamusia nie nauczyła cię kultury?!- krzyknął Malfoy z wyrazem furii wymalowanym na twarzy; jego oczy były szeroko otwarte, źrenice rozszerzone a jego usta wykrzywiły się nagle w pełen drwiny uśmieszek- Wybacz, zapomniałem! Potterek nie ma ani mamusi, ani tatusia, i teraz musi zadawać się ze zdrajcami krwi i szla...- nie zdążył dokończyć, bo pięść Harry'ego wylądowała na jego szczęce- Chcesz się bić? Proszę bardzo- Oddał cios, gdy tylko udało mu się odzyskać równowagę po idealnie wymierzonym uderzeniu.
- Nie będziesz obrażał moich przyjaciół!- ryknął Harry mocno popychając Malfoya na ścianę i zadając kolejny cios w szczękę.
 Blondyn naparł na przeciwnika zwalając go z nóg, jednak ten w ostatniej chwili pociągnął go na ziemię razem ze sobą. Gdy Malfoy usiadł okrakiem na brzuchu Pottera i zaczął okładać go pięściami, wokół nich zebrał się już tłumek gapiów podsycający do dalszej bójki. Z pomiędzy uczniów wyłonili się Snape i McGonagall. Podbiegli, i zaczęli odciągać od siebie chłopców. Chwilę później opiekunka Gryffindoru zaczęła odganiać gapiów z powrotem do dormitoriów.
 Harry nigdy wcześniej nie widział Snape'a w tak wściekłego. Mężczyzna złapał obu za koszule i pociągnął za sobą, nie zważając na fakt, że ich twarze i ubrania pokryte są krwią. Skinął na McGonnagal, która podniosła z podłogi ich różdżki i z nieprzyjemną miną podążyła za Mistrzem Eliksirów.
Snape puścił ich dopiero, gdy dotarli przed kamienną chimerę prowadzącą do gabinetu dyrektora. Chłopcy popatrzyli po sobie ze strachem. Wciąż krzywili się z bólu, a wizja słuchania nagany od samego dyrektora niezbyt im się uśmiechała.
-Limonkowe dropsy- warknął profesor, a hasło w jego ustach jak groźba śmierci.
 Snape wtargnął do gabinetu bez pukania, po czym wciągnął chłopców za sobą tak mocno, że obaj wylądowali na podłodze.
- Wstawać! To już  trzynasta mugolska bójka w tym miesiącu. To chyba wasz rekord! Jeszcze nigdy nie widziałem tak rozpuszczonych i niewyżytych bachorów! Pożałujecie, że...- Mistrz Eliksirów wrzeszczał jak opętany,
- Severusie, przestań natychmiast!- przerwał mu ostro Dumbledore wstając zza biurka, a profesor posłusznie, choć niechętnie zamilkł.- Co tu się dzieje? Znowu się pobili?- Spojrzał na wicedyrektor, dotąd stojącą sztywno przy drzwiach. Ta siknęła głową i podeszła nieco bliżej.
- Trzeba ich ukarać! To nie w porządku wobec innych uczniów. Regulamin nakazuje natychmiastową dymisję, ale przecież nie wyrzucimy tak potężnych czarodziejów!- Draco i Harry'emu zrzedła mina. Za kilka głupich bójek mogli zostać wywaleni z Hogwartu?! To oznaczałoby niechybny powrót do Dursleyów, czego Harry nie zniósłby za nic w świecie. Uciekłby, wynajął pokój na Nokturnie, zacząłby prace u braci Weasley'ów, i...
-Nie wyrzucimy ich, ale już wiem, jaka kara ich spotka- na usta dyrektora wypłynął uśmieszek, który nie mógł zwiastować nic dobrego- Pan Potter i Pan Malfoy zostaną tmczasowo, to znaczy na trzy tygodnie, usunięci z Hogwartu. W tym czasie będą mieszkać w Londynie u państwa Dursleyów, oraz na własne, mugolskie życzenie nauczycie się niemagicznego obycia i dumy, czego obaj, panowie, zdecydowanie potrzebujecie. Wasze różdżki zostaną na ten czas nieaktywne, ale będziecie mogli je wziąć ze sobą. Zadziałają tylko w przypadku zagrożenia życia. Pociąg odjedzie jutro tuż po śniadaniu ze stacji Hogsmeade. Po kolacji spotkacie się u profesora Snape'a, który wszystko wam wyjaśni. A teraz żegnam panów.- ostry ton Dumbledora wskazywał na definitywny koniec, ale Harry nie chciał się poddawać tej karze.
- Nie pojadę tam! Nie zamierzam spędzać tam więcej niż te dwa stracone dwa miesiące w roku! To miejsce, gdzie, przez jedenaście lat byłem traktowany...
- Dość. -w momencie, gdy dyrektor mu przerwał, Harry był tak wzburzony, że jeden z tych śmiesznych instrmentów na stole pękł, i rozsypał się po stole i podłodze drobnymi jak mak odłamkami. Profesor McGonagall wzdrygnęła się, Malfoy wydał z siebie zduszony krzyk, po czym zakrył usta dłonią, ale pozostała trójka nie zwróciła na to najmniejszej uwagi.-Nie macie kompletnie nic do powiedzenia w tej sprawie. A teraz wynocha do skrzydła szpitalnego.
 Wyszli z gabinetu ze spuszczonymi głowami.
Gdy dotarli do rozwidlenia korytarza, przy którym mieli się rozstać Malfoy złapał go za ramiona i mocno nim potrząsnął- Co ci odwaliło? Dlaczego mnie podsłuchiwałeś? Teraz musimy jechać do tych twoich pieprzonych mugolów, i nawet ojciec mi nie pomoże! I... jak rozbiłeś to coś bez użycia różdżki tam w gabinecie? To ty, prawda? - jego twarz nie wyrażała złości, raczej zaciekawienie i niedowierzanie- Czekaj na mnie w Wielkiej Sali za dwie godziny...no, może trzy, muszę się umyć. Tobie też radzę zmyć tę krew- oddalił się z uśmieszkiem na twarzy, zanim brunet zdążył mu odpowiedzieć.
 Harry wziął prysznic, spakował rzeczy na jutrzejszy powrót do Londynu i wiedząc, że ma jescze pół godziny sięgnął po podręcznik do zielarstwa i zaczął czytać kolejny temat, by zająć myśli czymkolwiek innym niż powrót na Privet Drive. Wiedział, że to jego wina, że to on rozpoczął prawie połowę tych bójek, ale nie mógł znaleźć w sobie poczucia winy. Teraz nie czuł już nic. Żadnej złości, wyrzutów sumienia, strachu.
 Do dormitorium wszedł Ron i Neville, ale Harry nie zarejestrował tego faktu, dalej siedząc na łóżku z podręcznikiem w dłoniach. Chłopcy nie od razu go zauważyli. Po prostu patrzył nieobecnie na ścianę naprzeciw, bez wyrazu.
-Harry! Coś ci się stało? - Ron przysiadł na skraju łóżka bruneta.
- Nie nic, po prostu...- dopiero teraz Harry zdał sobie sprawę, że jutro wyjeżdża z powrotem do miejsca, w którym przeżył najgorszy okres w życiu wraz z największym wrogiem- Draconem Malfoyem, oraz, że najprawdopodobniej spędzą w jednym pokoju trzy tygodnie- jutro wracam do wujostwa. A teraz muszę iść. Zobaczymy się na kolacji- ostatnie słowo wypowiedział z obrzydzeniem i od razu wybiegł z pokoju zostawiając krzyczącego za nim przyjaciela.
***
-Potter! Jesteś już, czekałem na ciebie.- Malfoy stał z przy drzwiach Wielkiej Sali oparty o ścianę- chodź, mamy tylko godzinę do kolacji- oddalił się w stronę lochów, nie czekając na bruneta, który z braku lepszej reakcji podążył za nim. Wyrównał z nim krok, domyślając się już, gdzie idą.
-Nie mogłeś od razu powiedzieć, że idziemy do waszych dormitoriów? Przecież wiem, gdzie...- urwał. Nie powinien tego wiedzieć, i miał nadzieję, że blondyn nie przywiąże większej wagi do jego słów.
-Wiesz, gdzie są? Skąd u naszego ukochanego Wybrańca takie informacje?- jego znudzony ton nagle zmienił się wyrażając umiarkowane zaciekawienie.
-Nic ci do tego! - Żachnął się.
- Jestem pewien, że to ma jakiś związek ze mną, więc wolę wiedzieć.
-No... eee... to było w drugiej klasie za pomocą eliksiru wielosokowego- Malfoy nadal patrzył na niego wyczekująco, a Harry poczuł jak rumieniec rozpływa się na jego twarzy- więcej ci nie powiem, nawet o tym nie myśl!- oburzył się.
- No, zobaczymy, ile się od tego czasu zmieniło. Po co ci to prześcieradło? -wskazał na materiał pod pachą Harry'ego.
-To prześcieradło działa mniej więcej tak. Od niechcenia wśliznął się pod materiał z chytrym uśmieszkiem.
-Hej, Potter, gdzie jesteś?- szepnął teatralnie Malfoy i rozejrzał się wokół.
 Harry nie mógł nie wykorzystać okazji i stanął tuż za blondynem.
-Tu jestem, nie widzisz mnie?- szepnął tuż przy uchu Ślizgona, uderzając przy tym mocno kolanem w jego tyłek.
-Potter!-wrzasnął odskakując- To nie jest śmieszne! Zdejmuj tą pelerynę! Zaraz będziemy na miejscu.
-Wolałbym zostać niewidoczny. Po prostu udawaj, że mnie nie ma, dobra?
Stanęli przed gobelinem z herbem Slytherinu- Malfoy dumnie wypowiedział hasło, po czym zachichotał jak dziecko.
Harry popatrzył na niego krzywo i wszedł do pokoju wspólnego za Draco.
 Nic się nie zmieniło. Czy druga klasa, czy szósta, wszystko takie samo. U Gryfonów cały czas zmieniał się układ barw, obrazy, meble, bibloteczki. A tu? Tak samo zielono, surowo i ciemno.
 Nie miał czasu, żeby się rozejrzeć, bo Malfoy od razu skierował się do dormitoriów. Choć nie byłby talki pewny. W Gryffindorze w jednym pokoju mieszkało czterech, a tu w pokoju z łazienką mieszkał jeden Ślizgon. I gdzie tu sprawiedliwość?
 Rzucił pelerynę na łóżko i rozejrzał się po pokoju. Podłoga z ciemnego drewna, dwuosobowe łoże ze szmaragdowa narzutą i baldachimem z godłem Slytherinu wyhaftowanym srebrną nicią. Niedaleko stało masywne biurko, na którego blacie stał jedynie stary zegar i lampa. Przy dużym kominku stał szklany stolik i dwa wygodne fotele, a w zasięgu ręki znajdował się barek, w którym Malfoy na pewno nie trzyma piwa kremowego. Z sufitu zwieszał się kryształowy żyrandol, który wydawał się bardziej służyć jako ozdoba, a nie jako praktyczny element oświetlenia. Po obu stronach łoża podłogę zdobiły puszyste, siwe dywany. Na ścianach nie było obrazów. Tylko przy drzwiach wisiało wielkie lustro w bogato zdobionej kamieniami szlachetnymi ramie.
- Tak, to nadal jest Hogwart. Ja tu mieszkam. Zajrzyj jeszcze do łazienki. Jest nawet lepsza niż u prefektów- Malfoy z dumą wypiął pierś i wskazał ręką dzrzwi.  Harry niepewnie je otworzył i zajrzał do środka.
 Pomieszczenie tonęło w przyjemnym półmroku. Ściany i podłoga wyłożone były ciemnymi kamieniami, a połowę pomieszczenia zajmowała wielka wanna, która z pewnością pomieściłaby trzech dorosłych mężczyzn. Naprzeciwko wmurowana była umywalka i kolejne wielkie lustro, a wokół porozrzucane były kosmetyki i szczotki do włosów.  Na stojaku równiutko ułożone były na przemian czarne i białe ręczniki. Obok drzwi stała toaleta, a obok szafka, pewnie na resztę kosmetyków i płynów do kąpieli.
-Fajne, nie?- Malfoy stanął tuż obok niego, zdecydowanie za blisko, więc szybko odskoczył patrząc na niego krzywo- będziesz musiał kiedyś pokazać mi jak ty mieszkasz. - uśmiechnął się delikatnie.
 Harry poczuł się dziwnie. Blondyn zdawał się po cichu cieszyć z faktu, że jutro zostaje zawieszony w prawach ucznia i zamieszka u mugoli, których tak bardzo przecież nienawidzi. W jego ciągłym uśmiechu widać było  odrobinę kpiny, ale sposób w jaki błyszczały jego oczy nadawał mu wygląd pięciolatka otwierającego prezent urodzinowy.
-Tak właściwie to zastanawiam się , po co tu jestem. - spojrzał pytająco na Malfoya.
-Chciałem porozmawiać na temat mugoli, u których sobie zamieszkamy- podszedł do barku i otworzył go. Jak Harry się spodziewał, można tam było znaleźć drogie alkohole, i choć on też czasem z chłopakami pijał piwo na błoniach, to zawartość Ślizgońskiego barku była całkowicie inną formą łamania Hogwarckich zasad. W szczególności, że obaj byli w szóstej klasie.- Napijesz się czegoś? - uniósł butelkę Ognistej na wysokość twarzy i uśmiechnął się zapraszająco.
- Z chęcią.- Opadł na fotel, a blondyn chwilę potem usiadł na drugim fotelu podając Harry'emu kryształową szklankę  z alkoholem.
-No więc opowiesz mi coś na ten temat? Wiesz, tak szczerze mówiąc nigdy w życiu nie miałem kontaktu ze zwykłym mugolem. No, może poza tymi wszystkimi szlamami z Hogwartu.- Harry wciągnął głośno powietrze na określenie "szlama", ale postanowił nie reagować. Zamiast tego upił łyk Ognistej, która niesamowicie paliła gardło, ale w ten przyjemny sposób.
- A co mam ci opowiedzieć? Przeżyjesz najgorszy czas swojego życia, a jeśli będziemy musieli chodzić do szkoły, to już będzie totalna katastrofa. Poza tym wątpię, by Dursleyowie mieli zamiar ugoszczczenia cię w należyty sposób, więc chyba będziemy musieli zadowolić się jednym łóżkiem- westchnął głęboko. Nie wiedział, dlaczego mówi mu o tym. Nie miał również pojęcia, co robi w pokoju u tego blond Ślizgona ze szklanka Ognistej w dłoni, ale nie przeszkadzało mu to. Czuł się swobodnie, jakby nie rozmawiał  ze swoim wrogiem, tylko znalazł się dziwnym trafem u starego znajomego, z którym nie rozmawiał od lat. To chyba tak na prawdę pierwsza ich rozmowa sam na sam. Zawsze mieli gapiów, Crabbe'a i Goyle'a, Rona, Hermionę, lub kogokolwiek innego.
- Nie do wiary, będę dzielił łóżko z Harrym Potterem. Gdy o tym opowiem już wszystkim, każda dziewczyna będzie mi zazdrościć! - zaśmiał się, ale zaraz spoważniał- Na prawdę ci mugole są tacy...- zawachał się- źli?
-Nie... to znaczy tak.- Harry nie był pewien.- Oni szczerze nienawidzą wszystkiego, co czarodziejskie. Uważają, że każdy z nas to typowa, zawszona wiedźma, czekająca tylko na moment, żeby ich wszystkich wykorzystać i zabić.Albo coś w tym stylu. - upił łyk z obojętną miną.
-Wspominałeś coś o szkole. Jak to wygląda u mugoli? Jakie mają przedmioty?- Malfoy zmarszczył brwi.
-No cóż. Trochę tak jak u nas, tylko każdy mieszka w swoim domu. Nic nadzwyczajnego, ale jeśli będziemy w tej samej szkole z moim kuzynem, Dudleyem, to będziemy w dupie. Uwierz mi na słowo, są obrzydliwi. Pozostaje tylko nadzieja, że nie będziemy w żadnym liceum, a na to przystanąłbym najchętniej.- uśmiechnął się słabo.
 Rozmawiali tak przez dobre pół godziny. W tym czsie obiecał przyjść po kolacji, pomóc spakować się Śizgonowi, który nie wydawał się być złym towarzystwem. Cała jego drwina gdzieś zniknęła. Był uprzejmy, a nawet jakby się uprzeć, można byłoby to nazwać wzglęnym byciem miłym. Harry nie miał pojęcia, skąd to się wzięło. Może Malfoy próbował naprawić nieco ich stosunki, przez wzgląd, że wiedział, że gdyby  nie Harry, ten nie poradziłby sobie w świecie mugoli? Wolał teraz tego nie roztrząsać, zostawić takim, jakim jest, zanim znowu coś spartaczy.
 Gdy nadszedł czas kolacji, razem z falą Ślizgonów, ukryty pod peleryną-niewidką, podążył na górę. Nie mógł oczywiście wejść w niej do Wielkiej Sali, więc pobiegł do wieży Gryffindoru, żeby ją tam zostawić.
 Opadł na krzesło obok Hermiony. Ron nawet na niego nie spojrzał, ale dziewczyna od razu zażądała wyjaśnień:
-Harry! Powiedz mi o czym mówi Ron! - spojrzała na niego błagalnie.
-No...  o to, że jutro wracam d-do...-gardło Harry'ego było związane. Nie chciał jej tego mówić, wiedział, że to jego wina, ale musiał. W końcu była jego przyjaciółką- do Dursleyów, na trzy tygodnie. Z-z Malfoyem.
-Z Malfoyem?- Ron i Hermiona popatrzyli na niego z niedowierzaniem i strachem.
-Jak to? Za co? Przecież to jest łamanie regulaminu! Będziesz miał masę zaległości!-dziewczyna jako pierwsza odzyskała zdolność mowy, ale rudzielec wciąż patrzył na niego z otwartymi ustami.
-Ja... Po prostu... - Harry czuł, że głos mu się załamuje. Odsunął od siebie talerz i rozejrzał się wokół wstał- Przepraszam was.- odwrócił się na pięcie i wybiegł z sali.
 Zatrzymał się dopiero przed portretem Grubej Damy.  Wysapał hasło, a ta niechętnie go wpuściła. Wpadł do dormitorium i zaczął gorączkowo przeszukiwać walizkę. Wyciągnął pelerynę- niewidkę, butelkę mugolskiego piwa i napoczętą paczkę papierosów. Wiedział, że niedługo potem musiał iść do Snape'a, więc okrył się peleryną i pobiegł do lochów. Mijali go uczniowie wracający z kolacji, a on musiał uważać, żeby nikogo przypadkiem nie potrącić. Wszedł do pustej klasy, i ukrywszy piwo, papierosy i pelerynę w biurku, skierował się do gabinetu Snape'a.
 Malfoy już był. Spojrzał na Harry'ego i gestem wskazał fotel obok siebie. Gdy brunet usiadł, do  gabinetu wszedł Mistrz Eliksirów. Na jego twarzy na chwilę zagościł drwiący uśmieszek, ale szybko zniknął, gdy usiadł za biurkiem.
- Jutro po śniadaniu zgłosicie się do Hagrida, który dopilnuje, żebyście wsiadli do tego pociągu. W Londynie pójdziecie do Gringotta, żeby wymienić galeony na mugolskie funty. Następnie zameldujecie się na Privet Drive. Jakieś pytania?- zapytał sucho.
-Ee... Potter mówił coś o szkole.-Malfoy spojrzał niepewnie na swojego opiekuna.
-Tak, będziecie uczęszczali do mugolskiego liceum razem z kuzynem pana Pottera. Wszystkie podręczniki otrzymacię jutro.-Szyderczy uśmiech na sekundę powrócił na twarzy Snape'a.- coś jeszcze?
 -Co naszymi różdżkami?- Harry uparcie gapił się na swoje kolana.
- Cóż, przestaną działać, gdy tylko przyjedziecie do Londynu. Powiedziałem wam wszystko,, co wiem, a teraz wynocha, Potter. Ty zostajesz, Draco- zmierzył blondyna ostrym spojrzeniem, pod wpływem którego ten jakby skurczył się w sobie.
***
 Harry zaczął szukać zapalniczki po kieszeniach. Kurczę, musiała wypaść mi w lochach, pomyślał. Założył więc pelerynę, wziął resztę i wracał piętro niżej, rozglągając się po schodach. Gdy był niedaleko gabinetu Snape'a usłyszał krzyki, więc podszedł nieco bliżej.
-On uważa, że jesteś naszą największą szansą. A to jest idealna okazja!- Profesor był wyraźnie zirytowany.
-Ale ja nie mogę. Nie chcę! Odmówił mi w pierwszej klasie, więc i teraz odmówi, nie rozumiesz tego?- zawołał Malfoy płaczliwym głosem.
- Nie jedziesz do Londynu dla zabawy. To jest poważna misja, od której zależy cała wojna.- Snape przyciszył głos, ale wciąż był słyszalny.
-To niech sam wybierze strony! Powiem mu całą prawdę, ale Potter ma rozum, i niech go użyje w słusznej sprawie. Żegnam.- usłyszał zgrzyt odsuwanego krzesła, więc powrócił do szukania zapalniczki.
 Harry rozłożył pelerynę na ziemi i usiadł na niej. Zapalił papierosa i mocno zaciągnął się. Rozmowa Malfoya i Snape'a przyprawiała go o dreszcze. Czy zadaniem Ślizgona było przeciągnięcie go na stronę Voldemorta? On zabił rodziców Harry'ego, zostawił tą obrzydliwą bliznę i skazał na jedenaście lat u Dursleyów, a Snape myślał, że on po prostu zwróci się przeciw Dumbledorowi? O nie, nie da się tak łatwo. Nie zniósłby świadomości, że zdradził swoich przyjaciół. Poza tym, oni na pewno go teraz szukali.
 Wyrzucił papierosa do jeziora, czując, że wypalił go już prawie do filtra. Oparł się o najbliższe drzewo i pociągnął łyk piwa gapiąc się na księżyc. Była pełnia. Pozwolił myślom płynąć swobodnie. Myślał o pamiętnej nocy z Lupinem przy Bijącej Wierzbie w trzeciej klasie, gdy cichy głos wyrwał go z zamyślenia:
- Alkohol w Hogwarcie jest zabroniony, Harry.-Malfoy stał tuż obok niego z założonymi rękoma.-Mogę tak do ciebie mówić, skoro mamy spędzić ze sobą tyle czasu, prawda?-uśmiechnął się delikatnie.
 Harry bez słowa skinął głową i wskazał blondynowi miejsce obok siebie.
-Chyba nie myślisz, że mam zamiar siadać na zimnej, mokrej ziemi! Jeszcze się przeziębię, albo coś gorszego!- fuknął, ale brunet pociągnął go na ziemię, zmuszając do zajęcia miejsca obok siebie. Malfoy, czując pod sobą pelerynę, mruknął coś z aprobatą, i zabrał Harry'emu butelkę.
-Nie sadziłem, że nasz Wybraniec ma aż tak głęboko w nosie regulamin, żeby przemycać piwo, ale cóż, jeśli się dzielisz, to nie mam nic przeciwko.- Upił porządny łyk- zechcesz jeszcze mi coś dać?
-Pozwól,  że nie będę wspominał o zawartości twojego barku. I w sumie mogłem wziąć dwa piwa- wyciągnął drugiego papierosa i rzucił paczkę Draco. Ten zrobił zwycięską minę i zapalił.
-Dobra, wygrałeś. Co ty tu w ogóle robisz?- oparł się o drzewo i zamkmął oczy, wypuszczając dym z płuc.
-Często tu przychodzę, gdy muszę pomyśleć, albo chcę być sam. Nikt wcześniej mnie tu nie znalazł, więc jesteś pierwszy.
-Nietrudno iść za tobą.
- Ta, w szczególności, kiedy używam peleryny-niewidki.-sarknął-Czego Snape chciał od ciebie?- postanowił udawać, że nie słyszał ich rozmowy.
-Och, nic wielkiego. W końcu jestem prefektem.-odpowiedział z wciąż zamkniętymi oczyma.
-To... nie chodziło o to. Kłóciliście się.-Harry tak bardzo chciał wiedzieć o co chodzi, że postanowił przyznać się do podsłuchiwania.
-Masz aż tak dobry słuch, czy aż tak głośno... rozmawialiśmy?
-Uznajmy, że i to, i to- zaciągnął się, żeby ukryć uśmieszek.
-Cóż, co się stało, to się nie odstanie. Myślę, że część mogę ci powiedzieć.- powiedział Malfoy, w końcu otwierając oczy, ale wciąż na niego nie patrząc.
-Wiem tylko, że chodziło o mnie i Voldemorta- mruknął Harry.
-Tak, chodziło o to. Uważam, że powinieneś mieć wybór, po której stronie będziesz stał w tej wojnie. Czarny Pan chce mieć ciebie w swoich szeregach za wszelką cenę.
-Myślałem, że chce mnie zabić- brunet nagle się wyprostował.
-Cóż, każdy zmienia poglądy- Malfoy postawił butelkę obok siebie i oparł się wygodniej o drzewo- Moglibyśmy zmienić temat? Będziemy mieli trzy tygodnie na roztrząsanie tego.
-Skoro tak chcesz...- Harry znów oparł się o drzewo.- Myślę, że powinniśmy się spakować.
-Będziemy mieli całą noc. I nie zapominaj, że obiecałeś mi pomóc.
 -Nie wiem jak ty, ale ja spadam, więc wypad z mojej peleryny.-wyciągnął rękę po pelerynę, ale Malfoy najwyraźniej uznając, że Harry chce pomóc mu wstać, złapał go za rękę. Ten skrzywił się, ale nie zabrał ręki.
-Miło, że pomagasz mężczyźnie z tak wysokiego rodu, ale sam też bym sobie poradził- powiedział, ostentacyjnie otrzepując spodnie.
-Och, spieprzaj Draco.- harry skierował się w stronę Hogwartu nie czekając na towarzysza.